- 19 mar 2026, o 14:36
#35950
Poddaję się, nie ogarniam już własnej głowy. Wybuchy płaczu na zmianę z agresją, zero snu i ta paraliżująca niechęć do wszystkiego, co muszę zrobić. Pracuję, ale to jest wegetacja. Czy ktoś z Was z tego wyszedł? Potrzebuję rady – czy bezpieczniej jest zostać w łóżku i przeczekać ten mrok, dając sobie święty spokój, czy może jednak warto się zmuszać do rutyny, żeby zupełnie nie oszaleć? Jak zachować resztki sensu, kiedy wszystko w środku mówi "dość"?
